Panie Marku, jak długo prowadzi Pan hodowlę indyka?
Hodowlą, a precyzyjniej tuczem indyków, zajmuję się od 1998 roku. Wcześniej, wspólnie ze wspólnikiem, prowadziliśmy produkcję brojlerów, które sprzedawaliśmy do nieistniejących już Wrocławskich Zakładów Drobiarskich. Gdy w 1998 roku ubojnia rozszerzyła działalność o ubój indyków, podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu tuczu tego gatunku. Wynikało to przede wszystkim z faktu, że obiekty, którymi wówczas dysponowaliśmy, były lepiej przystosowane do produkcji indyczej. Natomiast na obecnych fermach, już na własny rachunek i we współpracy z BOMADEK Trzebiechów, produkcję indyków prowadzę od 2002 roku.
Jak zmieniła się hodowla indyka na przestrzeni tych lat?
Zmiany są diametralne. Przede wszystkim znacząco poprawiła się jakość piskląt, co wynika z postępu genetycznego i wyższych standardów produkcji. Firmy paszowe oferują dziś produkty precyzyjnie dostosowane do potencjału genetycznego indyków. Pasze są powtarzalne jakościowo, co nie było tak oczywiste w początkowym okresie naszej działalności. Producenci pasz skutecznie nadążają za zmianami w genetycei wymaganiach produkcyjnych.
Jednocześnie znacznie wzrosły wymagania weterynaryjne dotyczące dobrostanu zwierząt oraz bezpieczeństwa produkcji. Często wiąże się to z dodatkowymi kosztami, jednak są one konieczne, jeśli chce się prowadzić nowoczesną i odpowiedzialną produkcję.
Jakie największe wyzwania i zagrożenia widzi Pan w hodowli indyka?
Zagrożenia podzieliłbym na dwie grupy: prawno-handlowe oraz kulturowe.
Do zagrożeń prawnych należy przede wszystkim umowa o wolnym handlu z krajami MERCOSUR oraz wymagania wynikające z Zielonego Ładu, które wprowadzają dodatkowe ograniczenia produkcyjne. Wyzwaniem są również niestabilne ceny żywca indyczego.
Druga grupa to zagrożenia o charakterze kulturowym, w tym agresywne kampanie środowisk promujących ograniczenie lub nawet zakaz produkcji zwierzęcej w Unii Europejskiej.
Odrębnym i bardzo poważnym wyzwaniem jest zagrożenie epidemiologiczne, takie jak grypa ptaków czy rzekomy pomór drobiu (ND). Choroby te dotykają wiele ferm
i destabilizują produkcję indyczą w Polsce.
Czy w związku z tym planuje Pan rozwój i inwestycje?
Jeśli chodzi o rozwój rozumiany jako zwiększenie skali produkcji indyków, obecnie nie planuję takich działań. Natomiast planujemy inwestycje modernizacyjne w istniejących budynkach, które mają na celu poprawę dobrostanu ptaków. W planach jest również montaż paneli fotowoltaicznych oraz magazynów energii na fermach, co pozwoli obniżyć koszty energii. Pracujemy także nad dalszym wzmocnieniem bioasekuracji, aby zminimalizować ryzyko zagrożeń epidemiologicznych.
Od jak dawna współpracuje Pan z Agrifirm?
Współpracę z Agrifirm rozpoczęliśmy w 2016 roku.
Co skłoniło Pana do zakupu pasz z Agrifirm?
Na początku była to atrakcyjna cenowo i finansowo oferta. Z czasem jednak kluczowe znaczenie zyskała stabilność produktu — pasze okazały się powtarzalne jakościowo, przewidywalne i dobrze dopasowane do potrzeb żywieniowych indyków.
Jakie korzyści widzi Pan we współpracy z Agrifirm?
Przede wszystkim stabilność jakości paszy oraz bardzo dobre, porównywalne wyniki produkcyjne osiągane na każdej z trzech naszych ferm. Istotna jest także elastyczność w dostosowywaniu wariantów pasz do aktualnej sytuacji na fermie oraz szybka, profesjonalna reakcja w przypadku pojawiających się wyzwań hodowlanych.
Historia współpracy z Panem Markiem Laskowskim pokazuje, jak istotne w nowoczesnej produkcji indyczej są stabilność, przewidywalność i szybkie reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe oraz wyzwania hodowlane. Rozpoczęta w 2016 roku współpraca z Agrifirm, początkowo oparta na konkurencyjnej ofercie handlowej, z czasem przerodziła się w partnerską relację, której fundamentem jest powtarzalna jakość pasz, bardzo dobre wyniki produkcyjne oraz elastyczne podejście do potrzeb fermy. To właśnie takie długofalowe relacje, oparte na profesjonalnym doradztwie i wspólnym dążeniu do efektywności produkcji, budują stabilność gospodarstw i pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość branży.