Od pasji do doświadczenia...
04 cze 2026W branży drobiarskiej sukces rzadko przychodzi przypadkiem. To efekt lat konsekwentnej pracy, podejmowania odważnych decyzji i umiejętności wyciągania wniosków z doświadczeń – także tych trudnych. Historia Mirosława Frąckowiaka, hodowcy brojlerów z wieloletnim doświadczeniem, jest tego doskonałym przykładem. Od skromnych początków i pierwszych własnych inwestycji w młodym wieku, po rozwój nowoczesnej fermy – jego droga pokazuje, jak determinacja i jasno wyznaczony cel mogą przełożyć się na stabilny i świadomie budowany biznes.
Zapraszamy do rozmowy o początkach, wyzwaniach i realiach współczesnej produkcji drobiarskiej.
Panie Mirosławie, jak zaczęła się Pana przygoda z hodowlą drobiu?
Można powiedzieć, że bardzo wcześnie – miałem zaledwie 15 lat. Pomagałem wtedy u rodziny przy niewielkiej hodowli i to właśnie tam po raz pierwszy zetknąłem się z pracą w kurniku. Spodobało mi się na tyle, że postanowiłem spróbować samodzielnie. Zacząłem od 120 kur, które trzymałem w niewielkim, zaadaptowanym budynku gospodarczym.
To bardzo młody wiek na rozpoczęcie własnej działalności. Co Pana motywowało?
Przede wszystkim chęć niezależności i konkretnego działania. Już wtedy widziałem, że przy odpowiednim zaangażowaniu można osiągnąć realne efekty. Pierwsze zarobki z hodowli były dla mnie dużą motywacją – dawały poczucie, że idę w dobrym kierunku.
Początki nie zawsze są łatwe. Jak wyglądały pierwsze lata?
Były wymagające. Zdarzały się błędy, problemy zdrowotne stad czy straty wynikające z jakości materiału hodowlanego. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach dostęp do wiedzy, leków czy gotowych pasz był bardzo ograniczony. Przygotowywałem wszystko samodzielnie. Mimo trudności nie zniechęciłem się – traktowałem to jako naukę.
Kiedy nastąpił moment przełomowy w rozwoju gospodarstwa?
Stopniowo. Najpierw zwiększałem skalę produkcji – z kilkuset do kilku tysięcy sztuk. W latach 90 wybudowałem pierwszy większy kurnik, a następnie kolejny. Przełomem był początek lat 2000, kiedy osiągnąłem poziom około 150 tysięcy brojlerów. Kolejne inwestycje w 2007 i 2013 roku pozwoliły dalej rozwijać fermę.
Czy miał Pan wsparcie na początku tej drogi?
Nie, wszystko budowałem samodzielnie. Nie było zaplecza ani gotowej infrastruktury. To wymagało dużej determinacji, ale też nauczyło mnie konsekwencji i odpowiedzialności.
Jednak na tym etapie jest już zupełnie inaczej, dużym wsparciem w codziennej pracy jest moja partnerka Katarzyna oraz moi synowie, którzy aktywnie angażują się w funkcjonowanie gospodarstwa.
Każdy z nas ma swoje zadania, ale działamy jako zespół. To bardzo ważne, bo przy takiej skali produkcji trudno byłoby wszystko prowadzić samodzielnie.
Co uważa Pan dziś za największą siłę swojej działalności?
Przede wszystkim konsekwencję i trzymanie się zasad. Zawsze staram się najpierw szukać rozwiązań u siebie, zanim zacznę szukać winy gdzie indziej. Duży nacisk kładę również na bioasekurację i organizację pracy – to dziś absolutna podstawa w nowoczesnej hodowli.
Branża drobiarska mierzy się obecnie z wieloma wyzwaniami. Czy kiedykolwiek rozważał Pan zmianę kierunku działalności?
Nie. Jestem związany z drobiarstwem od młodości i nie wyobrażam sobie zmiany. Oczywiście, są trudniejsze momenty – rosnące koszty, choroby, wymagania formalne – ale to część tej branży. Najważniejsze to działać stabilnie i odpowiedzialnie.
Wielu hodowców dąży do ciągłego powiększania produkcji. Jak Pan do tego podchodzi?
Uważam, że kluczowy jest rozsądek. Rozwój jest ważny, ale musi iść w parze z realnymi możliwościami. Dla mnie istotne jest utrzymanie stabilności i jakości, a nie tylko zwiększanie skali za wszelką cenę.
Panie Mirosławie w którym momencie swojej działalności zdecydował się Pan na współpracę z firmą Agrifirm? Współpraca z Agrifirm to naturalny etap rozwoju mojego gospodarstwa. Wraz ze wzrostem skali produkcji pojawiła się potrzeba jeszcze większej stabilności i jakości, szczególnie w obszarze żywienia. Szukałem partnera, który nie tylko dostarczy produkt, ale również realne wsparcie merytoryczne.
Jak ocenia Pan obecną współpracę?
Oceniam ją pozytywnie. Widzę realny wpływ na wyniki produkcyjne, ale też na komfort pracy. Współpraca nie kończy się na dostawie paszy – to również wymiana wiedzy i wspólne szukanie najlepszych rozwiązań.
Co było dla Pana kluczowe przy wyborze partnera?
Przede wszystkim jakość paszy i powtarzalność wyników. W tej branży nie ma miejsca na przypadek – każdy element ma znaczenie. Ważna była dla mnie również możliwość konsultacji i szybka reakcja na ewentualne problemy. Cenię współpracę opartą na konkretach, doświadczeniu i wzajemnym zaufaniu. Bardzo dużą wartość mają dla mnie także ludzie, z którymi na co dzień współpracuję – zarówno dostawcy, jak i odbiorcy. Uważam, że dobre relacje, zaangażowanie i wzajemny szacunek są fundamentem długofalowej współpracy. Doceniam każdą osobę, która swoją pracą, wiedzą i podejściem przyczynia się do wspólnego rozwoju i osiągania dobrych wyników. Dzięki takiej współpracy można budować coś trwałego i pewnego na lata.
Historia Mirosława Frąckowiaka to opowieść o konsekwencji, odpowiedzialności i świadomym podejściu do rozwoju. W świecie, w którym często liczy się szybki wzrost, jego postawa pokazuje, że równie ważne są stabilność, doświadczenie i umiejętność zachowania równowagi.
To również przypomnienie, że sukces w rolnictwie – podobnie jak w każdej branży – buduje się latami, opierając się na wiedzy, pracy i jasno określonych wartościach.